Nieoczywista oczywistość – Lexus IS250

Istnieje pewien naprawdę wyjątkowy producent. Producent, który postępuje nieco inaczej niż wszyscy. Samochodów tej marki nie zobaczysz w lusterku wstecznym na autostradzie mrugających długimi kilka metrów od twojego zderzaka. Samochodami tej marki nikt nie ściga się spod świateł, nie trzaska drzwiami czy parkuje na miejscach dla niepełnosprawnych. Samochody tej marki otacza rzadka aura, aura której nie da się stworzyć oferując pakiet S-Line czy chwaląc się wygranymi w F1.

Ta marka to Lexus, a to jej IS250.

Do momentu debiutu CT200h, czyli niespodziewanego wejścia japońskiej marki w segment hatchbacków, IS był najmniejszym samochodem w ofercie – a to przecież rywal dla Niemców z ich serią-3-A4-C-klasą-dziękuje-postoję. Aspiracje widać po wejściu do środka. Wszystko w zasięgu wzroku jest sterowane elektrycznie, co sprawia, że zajęcie wygodnej pozycji jest a) bardzo łatwe i b) czasochłonne. Zaczynając od fotela, przez lusterka i na kierownicy kończąc, która na dodatek po wyjęciu kluczyka ze stacyjki odsuwa się do pozycji startowej, ułatwiając wysiadanie. Tylko dlaczego wysiadać? Wnętrze jest doskonale wykończone, na czele z drewnianymi (a drewno wraca do łask) panelami które przechodzą identyczny proces przygotowawczy jak fortepiany Yamahy. I tak jak uważam, że drewno w samochodzie nie jest akceptowalne nawet jeśli to Morgan, tak tu w połączeniu z jasną skóra wygląda nieźle. Ale tylko nieźle. I tylko ten jeden raz.

kierowca mercedesa wstydząc się swojego wyboru ucieka z pola widzenia

Mógłbym się jeszcze trochę poznęcać, na przykład nad deską rozdzielczą prosto z Avensisa czy niewielką ilością miejsca na kanapie, ale prawda jest taka, że sporo ISowi wybaczyłem jak tylko ruszyliśmy – o tym zaraz.
Teraz natomiast parę słów o tym jak ten samochód wygląda, bo, krótko mówiąc, moim zdaniem wygląda bardzo dobrze. Klinowata sylwetka w połączeniu z szerokim nadwoziem nadal prezentuje się świeżo, a przecież od premiery minęło już kilka lat. Tego frontu nie da się pomylić z żadnym innym, a przecież trudno doszukać się tam charakterystycznych elementów jak nerki BMW czy WIELKA JAPA Audi. Zabawne, że te właśnie łatwo rozpoznawalne marki można zwykle w lusterku na autostradzie podziwiać z tyleż niewielkich co nieprzyjemnych odległości, w przeciwieństwie do Japończyka.

A możliwości ku temu są. Pod maską drzemie (przez większą część czasu) dwu-i-pół-litrowe V6 któremu charyzmy starcza na 208 koni i 252 niutonometry. Przy przyjemnym, choć mocno wyizolowanym, akompaniamencie sześciu cylindrów przyspieszymy do setki w około 8 sekund, głównie dlatego, że temu silniku charakterem bliżej do emerytury niż szaleńczej młodości. Nie pomaga też fakt, że każdy element wyposażenia posiada własny silniczek elektryczny – IS jest ciężki. To co zdecydowanie pomaga, to skrzynia biegów. Teraz uwaga, to zwykły, sześciobiegowy automat. I ja naprawdę nie wiem czy grupa Volkswagena płaci dziennikarzom testującym ich samochody, ale co ja się naczytałem peanów na temat DSG/S-tronica, można by sądzić, że poza tak trywialnym zadaniem jak zmiany biegów w czasie setnej sekundy, równie szybko wyleczą raka czy finanse Grecji. A co się stało, gdy w końcu poznałem bliżej tą niemiecką technologię mogliście niedawno przeczytać.
Natomiast to co działo się w Lexusie to jest prawdziwa niespodzianka. Otóż, ta skrzynia jest lepsza niż wspomniane dwusprzęgłówki. LEPSZA. Niż DSG. LEPSZA. A wiecie dlaczego? Ponieważ ma odpowiednią ilość biegów, bo w Japonii wiedzą, że samochód to nie rower. Ponieważ jak wcisnę pedał gazu, to samochód rusza, a nie zastanawia się jak to zrobić by uchronić lodowce przed moją prawą stopą. Ponieważ łopatki przy kierownicy działają tak jak tego chce i jeśli jej KRWA nie naciskam to znaczy, że nie chce zmieniać biegu.
Dlatego sześciobiegowy automat w Lexusie IS250 jest rewelacyjny, a S-tronic czy DSG nie.

Lex to wyrozumiały towarzysz podróży. Jest doskonale wyciszony, nawet szum opon zimowych nie jest w stanie przebić się do kabiny. Zawieszenie ustawiono z naciskiem na komfort, ale jeśli pokażesz ISowi parę zakrętów to nie ucieknie ze strachu – choć nie jest to jego naturalne środowisko. Mimo, że to w końcu dwustukonny, tylnonapędowy samochód, nawet napis na przełączniku aktywnego zawieszenia zamiast tradycyjnego i nieprzyzwoitego ‚sport’ mówi równie niestosowne ‚power’. Tym niemniej, na nierównych drogach wokół Gliwic IS jest przyjemny jak jedwabna poduszka.

Przerwa na architekturę. Tłem dla zdjęć jest Wilcze Gardło, przedwojenny kompleks mieszkalny który, jak wszystko na Śląsku, zawdzięczamy Niemcom. Ta niewielka osada to najmniejsza gliwicka dzielnica, zbudowana w bardzo przemyślany sposób. Oś tworzy tu główna droga na której najpierw wita nas reprezentacyjny budynek bramny, za którym powiew świeżego (jak na śląsk, oczywiście) powietrza zapewnia nam zadrzewiony rynek otoczony budynkami wielorodzinnymi z usługami na parterze. Założenie zamyka szkoła z centralnie umieszczonym boiskiem, od którego pierścieniowo rozchodzą się kolejne rzędy domów. Jeszcze tylko zdjęcie i wracamy do samochodu.

To co w Lexusie najlepsze, to uczucie jakie wywołuje u kierowcy prowadzenie go. Choćbyście mieli najgorszy dzień, byli zmęczeni czy wkurzeni do granic wytrzymałości – w momencie w którym zamkną się za wami drzwi, to wszystko przejdzie. Co więcej, możesz być uosobieniem zła na drodze – olewać kierunkowskazy czy blokować lewy pas przed zwężeniem, w IS po prostu tego nie zrobisz, bo po co. Jedziesz Lexusem.

Dlaczego więc pokazuje wam Wilcze Gardła z lotu ptaka? Bo tak jak dopiero na tym zdjęciu widać majstersztyk jakim jest to osiedle, tak Lexusa można naprawdę docenić dopiero z dystansu. Nie jest to najpiękniejszy samochód w swojej klasie, nie najprzestronniejszy ani najszybszy, ale jeśli spojrzeć nań z innej perspektywy, tak jak na Wilcze Gardło, może się okazać, że to najlepsze miejsce do życia.

2.5 V6
208KM/252Nm
v-max 225 km/h
0-100 8.1 sek.
1600kg
spalanie w teście 8.8l/100km

Polub Podwójną Ciągła na facebooku, pokaż, że doceniasz zdjęcia grafitowego samochodu na tle mandarynkowych budynków.

Ten wpis został opublikowany w kategorii przeJechane i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Nieoczywista oczywistość – Lexus IS250

  1. ~Peter pisze:

    Przyspieszenia to on może i nie ma ale vmax trochę większy niż podaję producent. 230 to on na 5 biegu idzie a mamy Jeszcze 6 :)

  2. ~addam44 pisze:

    Lexus to Lexus.
    Zadnych diesli(juz)w ofercie.Zadnych kombi.Od pogoni za kasa za wszelka cene jest Toyota.

  3. ~mama pisze:

    tak naprawdę oś założenia zamyka cmentarz, życie (jeszcze po drodze stadion żeby być silnym i zdrowym) i śmierć. Ale najważniejsze pytanie jak zasłużyć na lexusa?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>