A ja, ja mam w domu 3000 samochodów.

Na co dzień, ta cała motoryzacja to nudna jest. Ciągłe gadanie o silnikach, pojemności bagażników, modnych kolorach (chabrowy może?) i downsizingach. Temat wyczerpany jak blacha na Fieście Kubicy. Ja się temu wcale nie dziwię, kiedy czytam kolejnego ABSOLUTNEGO niusa o ‘osiemnastych urodzinach toyoty prius’ albo  ‘najnowszym silniku zużywającym 12% benzyny mniej’. Zero emocji, zero zainteresowania, nuda, dywan, Litwa, sejm i herbata z mlekiem. Tak ciekawa kwestia spłycona do poziomu kiedy to nawet najwięksi pasjonaci olewają na rzecz kobiecego futbolu czy innego krykieta.

Ostatnio starałem się to zainteresowanie pobudzić opowiadając Wam historię Ecurie Ecosse, tym razem mam coś jeszcze większego. Coś, o czym może część z was już słyszała, może nawet słyszała dużo. Przejdźmy do rzeczy, oto historia największej kolekcji samochodów świata.

Historia kolekcji Rodziny Królewskiej Brunei.

Brunei to niewielkie azjatyckie państwo, leżące na wyspie Borneo i graniczące z Malezją. Od XIV wieku rządzi nim Rodzina Królewska Bolkiah a obecnie wiodącą postacią jest niejaki Hassanal Bolkiah, znany szerzej jako Sułtan Brunei. Przy okazji pełni też funkcję Premiera swojego kraju, ministra obrony, jest zwierzchnikiem sił zbrojnych i głównym inspektorem policji. Jednak to, co dla nas najważniejsze, to fakt, że Szanowny Pan Sułtan zarabia mniej więcej 2 miliardy dolarów rocznie, ponieważ 50% dochodów z brunejskich złóż ropy trafia do kieszeni Rodziny Królewskiej.

Poznajcie również Księcia Jefri’ego, młodszego brata Sułtana Brunei, jako że jest on jednym z najważniejszych bohaterów tej opowieści. Otóż, Książę Jefri, w ramach miłości braterskiej, został mianowany ministrem finansów i prezesem państwowego funduszu inwestycyjnego, choć bardziej interesowało go zarządzanie własnym haremem czy odwiedzanie hotelu Bel-Air w Los Angeles, którego jest właścicielem. To człowiek, który kupił sobie pierdutny jacht i nazwał go ‘Cycki’ a szalupy ‘Sutek 1’ i ‘Sutek 2’.  Jak sami widzicie, finanse Brunei były w dobrych rękach.

To, co równie łatwo zauważyć, to wybuchowe połączenie niewyobrażalnych pieniędzy i, no cóż, czystego szaleństwa w ich wydawaniu. Jednak to nie, jak powszechnie sądzono, sułtan Brunei był odpowiedzialny za zebranie tej kolekcji, a Książę Jefri właśnie, mimo, że obaj byli (i są) ogromnymi pasjonatami i fanami motoryzacji.

Nikt nie wie jak to się zaczęło. To co wiadomo na pewno, to że kolekcja w szczytowym momencie liczyła niemal 5000 samochodów, z czego co najmniej 2500 należało do Księcia. Wszystkie zaparkowane w kilku klimatyzowanych budynkach. Z relacji jednego z pośredników, w czasie jego odwiedzin w 2002 roku, wynika, że samochody trzymano w ośmiu dwu kondygnacyjnych budynkach, po mniej więcej 120 sztuk na piętrze. Co więcej, auta były ustawione tematycznie – jedno piętro wypełnione różnymi modelami Porsche, następne pełne czarnych Mercedesów 500SL, potem Rolls-Royce, Bentleye, Ferrarki i Aston Martiny. To nie wszystko. Na jednym z pięter ustawiono samochody różnych marek, wszystkie przemalowane na ulubiony kolor Rodziny Królewskiej – żółty, z tapicerką wymienioną na krwisto czerwoną.
Między tymi ośmioma magazynami stał przeszklony salon w którym wystawione były największe perły kolekcji – 3 McLareny F1 LM, Ferrari 288 GTO Evo, F50 i F40 LM. Piętro niżej można było znaleźć rzędy F40 i 288 GTO a także innych egzotyków, nie wymienionych już z nazwy. Tuż obok stały kolejne dwa budynki, którym rozmiarem bliżej do hangarów, po brzegi wypełnione Mercedesami AMG – około 300 modeli SEL i SL z lat 1995-1997.

O dziwo, to nie liczby powinny robić największe wrażenie. W każdym razie, nie te liczby. Ilość samochodów sprawia, że jest to największa kolekcja na świecie, jednak jej wyjątkowość ma inne oblicze. Część egzemplarzy to modele robione na specjalne zamówienie. I nie chodzi tu tylko o lekko zmienione zderzaki czy fikuśny spojler, tu nie chodzi w ogóle o modyfikacje. To były zupełnie wyjątkowe modele zaprojektowane od podstaw i dostosowane do potrzeb Sułtana i jego szalonego brata.

Na przykład to Ferrari 456 Venice, czyli po prostu 456 kombi. Zaprojektowane i wyprodukowane przez Pininfarinę w ilości 9 sztuk ponieważ obok trzech kombi były też trzy przerobione na kabriolety i trzy w wersji sedan. Przypomnę tylko, Ferrari 456 to oryginalnie dwu drzwiowe, cztero osobowe GT. Tym niemniej, według relacji jednego z mechaników, 456 Venice było najpiękniejszym samochodem w kolekcji, zwłaszcza w ulubionej konfiguracji sułtana – żółty lakier, czerwona tapicerka – prezentował się doskonale i nawet mechanicy McLarena odwracali za nim głowy.
Niektóre z kilkudziesięciu 456 zostały wyposażone w system NightVision, znany ze współczesnych modeli Mercedesa, oraz head-up-display, tak by jazda nocą bez świateł nie stanowiła problemu. Na dodatek, te egzemplarze pokryto czarnym, matowym lakierem.
Jakby to nie wystarczyło, Książę zamówił sobie siedem F50, sześć unikalnych modeli FX, a także niezliczone ilości 550, F40 i oczywiście Testarossy, której nowszy wariant, 512TR, otrzymał wczesną wersję automatycznej skrzyni biegów z łopatkami przy kierownicy, rarytas jakich mało.

Oczywiście, nie mogło obyć się bez Aston Martina. Dziewięć modeli DB7, dwa bondowskie DB5, osiemnaście Virage, drugie tyle Lagond. Chcecie jakiś rarytasik? Dobrze, będzie rarytasik, nawet dwa. Albo jeden, zależy jak na to spojrzeć. Książę Jefri, niezadowolony najwidoczniej z aktualnej oferty brytyjskiej marki, zwrócił się do swoich starych znajomych z Pininfariny, uprzednio prosząc Astona, przy pomocy pewnej sumy pieniędzy, o dostarczenie podwozi modeli Vantage do Włoch. Włoscy projektanci przygotowali wówczas 5 modeli koncepcyjnych, o nazwach AM1 do AM5 a Jefriego poprosili o dokonanie wyboru. Tak powstały białe kruki, Aston Martin AM3 i, dużo ładniejszy moim zdaniem, AM4.

Ważny element kolekcji stanowią również Bentleye. Poza oczywistymi i zupełnie seryjnymi modelami z tamtych lat, Książę Jefri posiadał również sprawne wersję samochodów koncepcyjnych, absolutnie niedostępnych dla ‘zwykłych ludzi’, jak na przykład model Dominator, będący pierwszym SUVem marki, czy Java, w wersji kombi i coupe, które posłużyło za pierwowzór dobrze znanego Continentala GT. Równie niesamowity jest model Buccaneer, których Książę zamówił sześć, w cenie 3 milionów funtów sztuka. Następnie mamy model B3, czyli ówczesnego Continentala R z zupełnie zmienioną karoserią – projekt najwyraźniej przypadł Jefriemu do gustu, ponieważ kupił dwanaście sztuk. Kolejne to Silverstone, Val D’Iser, Spectre, Rapier i Pegasus. Nic dziwnego, że o nie kojarzycie tych nazw. Wszystkie zostały zaprojektowane przez wspomnianą Pininfarinę i w wielkiej tajemnicy wyprodukowane przez małą włoską firmę, a następnie wysłane samolotem do Brunei. Plotka głosi, że jeden z tych powietrznych transportów roztrzaskał się razem z 30 samochodami na pokładzie.

Ale i to nie koniec. Oto wisienka na torcie, niewyobrażalnie piękna wiśnia na cholernie dobrym torcie. Kolekcja zwycięskich samochodów Formuły 1. Tak, dobrze przeczytaliście. Książę Jefri, począwszy od 1975 roku, kupował każdy samochód wyścigowy którego kierowca zostawał mistrzem świata F1. W szczytowym momencie, tuż przed kryzysem, ten zbiór liczył ponad 25 modeli. Jakby sama ta liczba nie wystarczała, sposób w jaki samochody były prezentowane również nie miał sobie równych. W budynku zainstalowano system czujników w podłodze, tak, że podchodząc do wybranego samochodu, podest pod nim podświetlał się, a na ekranie zawieszonym powyżej wyświetlano moment w którym zdobywano mistrzostwo świata. Potraficie to sobie wyobrazić? Williamsy Nigela Mansella i Keke Rosberga, McLareny Prosta i Laudy, Ferrari Schumachera w jednym miejscu.

I wiecie co? Mógłbym tak jeszcze długo. Mógłbym wspomnieć o jedenastu z 337 wyprodukowanych Porsche 959, o czterech ze 137 wyprodukowanych Bugatti EB110, o legendarnych Mercedesach 300SL z silnikami ze współczesnego C36, o zaskakująco małej liczby Lamborghini czy o Fiacie Cinquecento, jedynym modelu włoskiej marki w kolekcji.

Na koniec jeszcze tylko jedna ciekawostka. Każdy z producentów, chcąc poprawić swój wizerunek w oczach Rodziny Królewskiej, utrzymywał w kompleksie własny warsztat, gotów w każdej chwili zajmować się samochodami, czy to dokonując napraw, czy może kolejnych modyfikacji. I tak rano na herbatce spotykali się Brytyjczycy z McLarena i Bentleya, Włosi z Pininfariny oraz Niemcy z Mercedesa, często odwiedzani przez kolegów z BMW czy Jaguara. Każdy kto chciał coś znaczyć (i zarobić) w motoryzacji, musiał mieć dobre kontakty z Sułtanem i jego młodszym bratem.

Dość powiedzieć, że tylko dzięki zamówieniom od tych dwóch panów nadal istnieje Rolls Royce, który swego czasu połowę produkcji wysyłał do Brunei. Podobnie Aston Martin. I Pininfarina.

Niestety, w 1998 roku wszystko się zawaliło, kryzys na rynkach azjatyckich spowodował gwałtowny spadek cen ropy a wewnętrzny kryzys w sułtanacie zakończył się wielką kłótnią braci, procesem sądowym i wygnaniem Księcia Jefriego do Wielkiej Brytanii. Jedyna w swoim rodzaju kolekcja straciła ojca. Samochody przeszły na własność banków, część rozdano, jednak większość została i gnije w dusznym i wilgotnym klimacie wyspy Borneo tworząc niepowtarzalną rafę metalu i skóry.

Pisząc o kolekcji korzystałem z ośmioletniego tematu na forum ferrarichat.com dostępnego pod tym adresem.
Wszystkie zdjęcia przedstawiają samochody należące do Sułtana bądź jego rodziny i pochodzą z galerii stworzonej przez ‚basman007′ na stronie supercars.net, dostępnej pod tym adresem.

Ten wpis został opublikowany w kategorii pozaAuto i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „A ja, ja mam w domu 3000 samochodów.

  1. ~Wojtek pisze:

    Jak tu nie być lewakiem. Tysiące najlepszych inżynierów, rzemieślników, artystów, tworzyło te wspaniałe samochody, by nigdy nimi nie jeździć, by nawet prawie nikt ich nie widział, by zgniły, bo jakiś sułtan miał dużo pieniędzy.
    Np. to urok Stanów, przynajmniej z czasów minionych, że tam chcieć to móc, więc ‚vette jeździł każdy w kryzysie wieku średniego, a BMW po torze to zwykła rozrywka (wady USA są mi znane doskonale).
    Nienawidzę takich kolekcji, nawet jeśli nie gniją w nich samochody.

  2. ~Kolo pisze:

    Ten artykół bardzo ciekawy, a nawet interesujący.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>